Śledzie z koperkiem mojego taty

Nielubiane smaki dzieciństwa. Chyba każdy jakieś ma. Moje pierwsze skojarzenie? Śledź. Jakby jednak zastanowić się nieco bardziej, tych smaków było kilka. A więc: arbuz, burak, mleko, owsianka, ryby, zupy, gotowany seler i pietruszka (korzeń). 

No tak, ale niejadkiem nie byłam. Zatem nie było w moim domu wmuszania tych nielubianych smaków. Nie lubisz - nie jesz, ale musisz spróbować. No więc próbowałam co jakiś czas, z marnym skutkiem. Okazuje się, że czasem nie trzeba wiele żeby odmienić te nielubiane smaki w całkiem jadalne, a nawet dobre. 

I tak w przypadku buraka hitem było odkrycie, że może on być składnikiem czegoś więcej niż barszczu (nie lubię do tej pory, choć taki na przyrządzonym samodzielnie zakwasie jest całkiem, całkiem) i ćwikły z chrzanem. Lubię pieczone buraki np. w połączeniu z rukolą i kozim serem. Seler w formie surówek, pietruszkę (korzeń) pieczoną z ziołami i oliwą, ryby pieczone, zamiast smażonych, np. łosoś pomarańczowo-bazyliowy, łosoś z czerwonym pieprzem i tymiankiem cytrynowym. Z zupą zaś przełomem było chyba odkrycie zup - krem, chociaż obecnie lubię większość zup. Mleko nigdy nie stało się moim hitem, aktualnie jestem na diecie bezmlecznej, ale na owsiankę mam swoje sposoby. To temat na oddzielny post. Do dzisiaj nie mogę natomiast przełknąć arbuza, sama nie wiem dlaczego, ale tak jest i już. Będę jeszcze próbować. 

Śledź zaś to zupełnie inna historia. Nie przepadałam za rybami. Te z "rybnym" posmakiem były najgorsze, w tym śledź. W moim życiu nie spotkałam nikogo, kto również nie jadłby śledzi, więc często słyszałam, że to nie może nie smakować i jak to "rybne"? Przecież to RYBA, to jaka ma być? 

Szczególnie zapadła mi w pamięć kolacja u znajomych, wielbicieli śledzi. Podali tylko śledzie, w kilku odsłonach. Cóż. Uratował mnie z opresji mąż i śledzie pod pierzynką, czyli warstwa buraka (wtedy już lubiłam) z jajkiem. Więc nakładałam warstwę z wierzchu, resztę zagarniał mąż. Do dzisiaj sobie z tego żartujemy ;) Oni do tej pory nie wiedzą, że nie lubiłam śledzi. ;) A pewnie były znakomite..

Śledź długo pozostawał niezdobytą wyspą smaku. A odczarował go mój tata, całkiem nie dawno. Sam był tym zaskoczony, jak i reszta mojej rodziny. Chwila ciszy przy stole - TY JESZ ŚLEDZIA?? Miny bezcenne. A więc warto próbować nowych ( i starych) smaków.

Poniżej przepis na śledzie w koperku wg mojego taty. W zasadzie to lista składników. Co do ilości rada była taka: "Próbuj. Tego nie można zepsuć."
Dzisiaj pierwszy raz tata spróbuje śledzi ode mnie. 


Składniki:
  • 6 płatów śledzia w oleju lub a'la matias
  • 2 ogórki kiszone lub korniszony
  • 1 średnia cebula (biała)
Na sos:
  • 200 ml gęstego jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka majonezu , najlepiej #homemade
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • 1 łyżeczka musztardy (dałam sarepską)
  • pieprz czarny mielony
  • 1 pęczek koperku* 

Śledzie myjemy i zalewamy wodą na kilka godzin. Odcedzamy, osuszamy ręcznikiem papierowym i kroimy w  kawałki szerokości 1cm. Ogórki i cebulę kroimy w drobną kostkę. Koperek drobno siekamy. Mieszamy wszystkie składniki sosu. Polewamy śledzie i mieszamy z cebulą i ogórkiem. Przed podaniem odstawiamy na kilka godzin do lodówki. 


* o tej porze roku koperek ma raczej słaby smak, więc dałam pół na pół z mrożonym (latem robię sobie mały zapas)

Do wpisu zainspirowała mnie akcja Discomfort food.

 75normal sji9dhowszh2ysdbeydthkxd8rsnxgzz

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nutella ze śliwek

Chleb żytni z ziarnami

Sernik dyniowy z przyprawami korzennymi